Zamknij

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej polityce prywatności.

Treść zadania

magdakarol1

recenzja filmu alicja w krainie czarów

Zadanie jest zamknięte. Autor zadania wybrał już najlepsze rozwiązanie lub straciło ono ważność.

Najlepsze rozwiązanie

  • avatar

    0 0

    "Alicja w Krainie Czarów" została oparta na książce o tym samym tytule, która została napisana przez Lutwidge′a Dodgsona oraz opublikowana w 1865 roku. Powieść, jak twierdzą krytycy, jest pierwszym takim przypadkiem w piśmiennictwie, że w jednym tekście zawarta jest zarówno wersja dla dzieci, jak i dorosłych. Ukrywający się pod pseudonimem Lewis Carrol, wykładowca matematyki, ukrył w swoim niezwykle zakręconym utworze mnóstwo symboli, ideologii, a także wątków nawiązujacych do swojego życia czy doświadczeń.

    Zarówno powieść, jak i ekranizacja pełna jest niezwykle czarodziejskich, przy czym dziwacznych wydarzeń. Tim Burton wydaje się być idealnym reżyserem do tego rodzaju adaptacji. Mimo, że praktycznie każdy z nas zna fabułę, która - przypomnę - jest trochę zmieniona w filmie. Według mnie dodaje to tylko smaku tejże produkcji.

    Alicja pochodzi z dobrego domu, a jej ojciec jest angielskim przedsiębiorcą. Pewnego razu, dziewczynka podąża za białym królikiem w kamizelce, który sprowadza ją do dziwnej nory. Tam wypija eliksir z napisem "wypij mnie", sprawiający, że się zmniejsza. W celu dostania sie do małych drzwiczek zjada ciastko z napisem "zjedz mnie", dzięki któremu zdobywa klucz i wchodzi do krainy, gdzie sen łączy sie z jawą, zaś słowo baśn nabiera zupełnie nowego znaczenia.

    Ekranizacja jest niezwykle czarującą opowieścią, która niestety (jak większość produkcji Burtona) nie trafi do najmłodszej rzeszy widzów. Baśń już dawno wróciła do swojego dawnego pierwowzoru, czyli przestała być na nowo historią dla dzieci. Filmy takie jak "Labirynt Fauna", "Gdzie mieszkają dzikie stwory" czy "Parnassus" udowadniają, że najmłodsi widzowie zostali odcięci od filmowej fantastyki, lecz jednak można dojrzeć w tym pozytywne aspekty. Dzięki temu filmowi bowiem ten gatunek wychodzi na zupełnie inny poziom. Świat przedstawiony w produkcji Tima Burtona jest mroczny, dziwny, a wręcz chory oraz szaleńczo niebezpieczny. Mieszkają w nim zarówno straszne, jak i niezwykle pociągajace postaci. Szalony Kapelusznik czy Kot z Cheshire sprawiają, że nasze serce drga, a dusza chce nawet opuścić ciało. A propos Kota - reżyser nadał mu kapitalną charakterystykę "wszechmogącego".

    Gra aktorska nie wymaga większego komentarza, gdyż jest prawdziwym majstersztykiem, dopieszczonym ponadto elektryzujacą i niespokojną muzyką, skompnowaną przez genialnego Danny′ego Elfmana. Oglądając "Alicję w Krainie Czarów" miałem wrażenie, że przy tym filmie Doktor Parnassus czy Joker (z całym szacunkiem do tych postaci, gdyż naprawdę je uwielbiam), to po prostu nieco podchmielone błazny. Wersję Burtona bowiem da się w pełni zrozumieć, przy czym - podczas śledzenia tego widowiska - można chwilami poczuć się zupełnie tak, jakbyśmy zostali wprowadzeni przez reżysera w tajemniczy trans.

    Piękna, wręcz urzekająca, zaczarowana i kompletnie zakręcona produkcja, która w tym roku jest na liście: "definitely must see!".

Rozwiązania

  • Vanessa

    Tim Burton, jeden z najbardziej kreatywnych obecnie ludzi kina, już dawno powinien był nakręcić film na podstawie słynnej książki Lewisa Carrolla. "Alicja w Krainie Czarów" to dla niego idealny materiał, pełen ekscentrycznych postaci, fantazyjnych lokacji, wypełniony po brzegi specyficznym klimatem, który łatwo sobie wyobrazić w wersji burtonowskiej. Aż dziw bierze, że film ten powstał dopiero teraz, jednak czekanie się nie opłaciło. Gdyby Burton nakręcił go dekadę wcześniej, wyszłoby zapewne małe arcydzieło, lecz obraz z 2010 roku zawodzi.
    Przede wszystkim za mało w tej wersji "Alicji…" samego Burtona, ekscentrycznego geniusza, który niczym zwichrowany dzieciak zafascynowany możliwościami przekładania swojej wyobraźni na ekran kinowy tworzył zupełnie nowe, wyjątkowe światy, a nawet, gdy obracał się w prawdziwej rzeczywistości, konstytuował w niej przestrzeń, w której znajdywał miejsce na własną wizję. W "Alicji…" burtonowska jest w zasadzie jedynie barwna, fantazyjna strona wizualna, opływająca we wspaniałe kontrasty kolorystyczne i zachwycające różnorodną paletą barw plenery. Plus kilka postaci: zwariowany zając, traktujący otoczenie jako ruchomą tarczę strzelniczą, Szalony Kapelusznik w wykonaniu niezawodnego Johnny'ego Deppa - melancholijny w takt czasów, które naszły po utracie władzy przez Białą Królową i zarazem ciągle radośnie postrzelony, oraz szalenie egocentryczna Czerwona Królowa, z karygodnie wielką głową oraz zamiłowaniem do wysyłania poddanych na ścięcie. Pod pozostałymi względami "Alicję w Krainie Czarów" A.D. 2010 mógł zrobić każdy lepszy rzemieślnik z odrobiną wyobraźni do przełożenia koncepcji Carrolla na filmowy świat.

    Zresztą zabrakło nie tylko burtonowskiego ducha, ale również pomysłu na opowiedzenie historii powrotu wkraczającej już w dorosłość Alicji do Krainy Czarów (czyli oryginalnego "wonderland", nie mającego wiele wspólnego z jakimikolwiek czarami). Najwyraźniej Burton przestraszył się ogromu możliwości, jakie oferował mu ten świat, nie wychodząc tak naprawdę poza bezpieczne terytoria "przyjemnej dziwaczności", niby nęcącej pomysłem, ale podanej w przyswajalnym dla wszystkich, naiwnym stylu. Jakby zapomniał o tym, że dzieci są inteligentne i są w stanie dostrzec fantazję w oryginalności i lekkim mroku, w których przecież specjalizował się od początków swojej kariery. Pazura brakuje także w scenariuszu Lindy Woolverton, znanej w tym względzie przede wszystkim ze współpracy z Disneyem, który zmusza Burtona do ustawiania wszystkich postaci w należnych im miejscach, popierając każdą ważniejszą figurę odpowiednim "wejściem na scenę", by później kontynuować założoną linię narracyjną w najprostszy możliwy sposób, odhaczając kolejne punkty programu na z góry określonej liście dozwolonych pomysłów. Nie ma w tym żadnej niespodzianki, zaskoczenia, zatrzymania się na chwilę i zachwycenia tym, co widać po obu stronach drogi. Jest za to dotkliwy schemat, wprawdzie podany profesjonalnie i z humorystycznym wyczuciem, ale nie generujący większych emocji.

    Żeby już nie znęcać się dłużej nad Burtonem, który jednak wyraźnie starał się stworzyć coś swojego i można znaleźć w kadrach "Alicji…" kilka przebłysków jego starej formy, chciałbym wyraźnie (i z całą świadomością własnej bezsilności) zaznaczyć, iż zataczająca coraz szersze kręgi moda na ekranową błyskotkę trójwymiarowości okazała się w tym przypadku pomysłem zupełnie chybionym. O ile taki efekt znakomicie sprawdza się w animacjach, również w filmach, w których pomaga w uzyskiwaniu dodatkowej atrakcyjności, tak w "Alicji…" jest za bardzo widoczny, przesłaniając wielokrotnie to, co powinno być jej sednem - wyobraźnię. Strona wizualna zawsze działała w filmach Burtona na zasadzie zachęty do wtopienia się w oferowany świat, do dopowiedzenia sobie wszystkiego tego, czego na ekranie nie było widać, wedle zapewnionych przez twórcę reguł. Efekt 3D paradoksalnie pozbawił burtonowską wyobraźnię ostrości, wyrazistości, skupiając uwagę widza na zewnętrznych konturach świata przedstawionego i nie zachęcając do uzupełnienia go własną wizją. Z niezależnych od Burtona spraw warto nadmienić jeszcze kwestię dubbingu, bowiem obejrzałem film właśnie w tej wersji. To nie chodzi o to, że jest zły, wręcz przeciwnie - został wyreżyserowany z przysłowiowym jajem (choć są momenty, w których ciężko zrozumieć, co postaci mówią), a role Cezarego Pazury i Katarzyny Figury (przezabawne kwestie!) to małe perełki, tym bardziej, że aktorzy wyraźnie starali dostosować się do specyfiki mówienia swoich zagranicznych kolegów i koleżanek. To jednak nie to samo, co słuchanie słodkiego, uwodzącego głosu Anne Hathaway czy wspaniale perfidnego Johnny'ego Deppa, którego nikt nie jest w stanie zastąpić, chyba że w filmie animowanym, kiedy on sam gra jedynie głosem, a nie gestami, sposobem poruszania się i mimiką twarzy.

    "Alicja w Krainie Czarów" nie jest filmem złym, nie jest nawet obrazem słabym - to dobrze skrojone, całkiem dynamiczne kino rozrywkowe, które ogląda się szybko i bezboleśnie, skierowane przede wszystkim do najmłodszych, bowiem im nie będzie przeszkadzało to wszystko, co napisałem z perspektywy zagorzałego miłośnika filmów Tima Burtona. Ja jednak nie potrafię przyjąć takiej pozy i ze smutkiem stwierdzam, iż pomimo tego, że to film niezły, dane mi było doświadczyć sporego zawodu. Ciągle natomiast wierzę, że Burton powróci do dawnej formy, może już w pełnometrażowej wersji swojego znakomitego "Frankenweenie", która planowana jest na koniec 2011 roku. Tego mu życzę.

Podobne zadania

kara15164 recenzja Przedmiot: Język polski / Gimnazjum 1 rozwiązanie autor: kara15164 6.4.2010 (17:47)
ruciaa Recenzja Filmu Przedmiot: Język polski / Gimnazjum 1 rozwiązanie autor: ruciaa 7.4.2010 (15:15)
natalia001 Recenzja.. Przedmiot: Język polski / Gimnazjum 1 rozwiązanie autor: natalia001 16.4.2010 (15:29)
natalia001 Recenzja.. Przedmiot: Język polski / Gimnazjum 1 rozwiązanie autor: natalia001 16.4.2010 (15:29)
792025757 Recenzja fraszek Jana Kochanowskiego Przedmiot: Język polski / Gimnazjum 1 rozwiązanie autor: 792025757 20.4.2010 (19:22)

Podobne materiały

Przydatność 60% Recenzja

Cela” była nominowana do Nagrody NIKE w 2003 r. oraz do nagrody Grand Prix w konkursie Podporiusz tego samego roku. Jej autorka- Anna Sobolewska jest krytykiem i historykiem literatury. Książka poświęcona jest upośledzonej Celi -córce autorki. Sobolewska opowiada o życiu dziewczynki. Mówi o problemach , które spotykają Cele i jej rodzinę związanych z chorobą Downa, a...

Przydatność 65% Recenzja

Cezary Masztalerz Rec., Marta Glegoła, Rozumienie natury ludzkiej w ujęciu Platona Recenzowana praca składa się z trzech rozdziałów: Rozważania nad terminem natura, Natura jako świat zmysłowy, Dusza jako zasada ruchu. Zawiera również wstęp i zakończenie oraz bibliografię i spis treści. W rozdziale pierwszym autor dokonuje wstępnego określenia znaczenia terminu natura,...

Przydatność 80% "Amadeusz" - recenzja

„Amadeusz” to świetny film, który przedstawia wstrząsający dramat człowieka, a jednocześnie barwny obraz epoki. To również wspaniały hołd złożony twórczości Mozarta. Akcja filmu rozgrywa się w XVIII wieku. Antonio Salieri (F. Murray Abraham) opowiada historię swego życia duchownemu, który przybył aby go wyspowiadać. Salieri mówi, że niegdyś był cenionym kompozytorem...

Przydatność 80% Recenzja Pianisty

Dnia 17 września 2002 roku obejrzałem w kinie „Helios” film w reżyserii Romana Polańskiego pt. ”Pianista”. Jest to film biograficzno-historyczny gdyż odnajdujemy w nim zarówno historię życia Władysława Szpilmana jak również historię Warszawy i sytuację Żydów w latach 1939-1945. W tworzeniu tego filmu brała udział Wielka Brytania, Francja jak...

Przydatność 80% Pianista recenzja

Dnia 17 września 2002 roku obejrzałem w kinie „Helios” film w reżyserii Romana Polańskiego pt. ”Pianista”. Jest to film biograficzno-historyczny gdyż odnajdujemy w nim zarówno historię życia Władysława Szpilmana jak również historię Warszawy i sytuację Żydów w latach 1939-1945. W tworzeniu tego filmu brała udział Wielka Brytania, Francja jak...

0 odpowiada - 0 ogląda - 2 rozwiązań

Dodaj zadanie

Zobacz więcej opcji